DAWN PRO 2 za 48 dolców – skandal technologiczny naszych czasów

Proszę państwa, stało się coś absolutnie nieprzyzwoitego. Moondrop wypuścił na rynek urządzenie, które kosztuje mniej niż przyzwoity obiad w warszawskiej restauracji, a gra jak sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy złotych. To jest obsceniczne. To jest wstrętne. I to jest najwspanialsze, co przydarzyło się audiofilom od dziesięcioleci.

Dwa chipy CS43198 – i tu zaczyna się rewolucja

Zacznijmy od faktów. W tym maleńkim pudełeczku siedzi para przetworników CS43198 – każdy jeden na osobny kanał. To rozwiązanie, które jeszcze dekadę temu było domeną referencyjnych przetworników za cenę małego samochodu.

Weźmy dla kontrastu dCS Vivaldi DAC – flagową konstrukcję brytyjską za 115 tysięcy dolarów. Tak, dobrze państwo słyszeli: sto piętnaście tysięcy. Ma on 24-bitową konwersję Ring DAC i dynamikę około 120-125 dB.

DAWN PRO 2 ma 132 dB dynamiki i THD+N na poziomie 0.00014%.

Pozwólcie, że to powtórzę dla tych z tyłu sali: urządzenie za czterdzieści osiem dolarów ma lepsze parametry pomiarowe niż przetwornik za sto piętnaście tysięcy.

Porównania, które bolą

Weźmy jeszcze kilka świętości z audiofilskiego Olimpu:

Chord Hugo TT2 (około 4500 USD):

  • Dynamika: ~126 dB
  • THD+N: ~0.0001%
  • FPGA z milionem tap-ów filtra
  • Cena: 94× droższa od DAWN PRO 2

RME ADI-2 DAC FS (około 1100 USD):

  • Dynamika: ~120 dB
  • THD+N: ~0.0001%
  • Studyjny standard referencyjny
  • Cena: 23× droższa

ESS ES9038PRO (topowy chip w wielu flagowcach):

  • Dynamika: ~129 dB
  • THD+N: ~0.00009%
  • Używany w przetwornikach za 5000-15000 USD

A tu mamy podwójny CS43198 w konstrukcji za mniej niż dwie pizze z dostawą.

Co się właściwie stało?

Stało się to, z czego audiofile nie przypuszczali: technologia dogoniła mistykę.

Kiedyś różnice w jakości konwersji były słyszalne. Przetwornik za 100 dolarów grał jak puszka po konserwach, za 1000 – przyzwoicie, za 10000 – wyśmienicie. Teraz? Fizyczne granice zostały osiągnięte.

132 dB dynamiki to więcej, niż ucho ludzkie może rozróżnić w jakichkolwiek warunkach odsłuchowych. THD+N na poziomie 0.00014% jest poniżej progu słyszalności – moglibyście mieć zniekształcenia dziesięć razy większe i nadal byście ich nie słyszeli.

Ale przecież drogie musi grać lepiej – tak?

Och, jak bardzo chciałbym państwu powiedzieć, że tak. Że te złote potencjometry, aluminiowe obudowy, transformatory toroidalne wielkości bochenka chleba i lampy świecące ciepłym blaskiem robią różnicę.

Czasem robią. Ale nie w pomiarach na pewno. W realnym świecie ten scalak miażdży większość rynku.

Gdzie więc leży różnica?

  1. Moc wyjściowa – tutaj drogie wzmacniacze wciąż wygrywają. Ale 124 mW na stronę przy 16Ω to wystarczająco dużo dla 95% słuchawek i na pewno napędzą każde IEMy
  2. Sekcja zasilania – baterie i superkondensatory dają ciszę niedoścignioną dla USB. Ale… DAWN PRO 2 i tak ma czarne tło
  3. Implementacja – topowe układy mają dedykowane oscylatory, izolację galwaniczną, wielowarstwowe PCB. To ma znaczenie… teoretycznie
  4. Psychologia – urządzenie za 10000 USD musi grać lepiej, bo inaczej jesteśmy przecież idiotami co się nie znają

Technologiczna prawda

Oto brutalna prawda: soft-DAC z wbudowanym DSP wysokiej precyzji to najbardziej zaawansowane audio, jakie ludzkość kiedykolwiek stworzyła.

Dlaczego?

  • Zero analogowej degradacji – głośność regulowana cyfrowo, przed konwersją
  • Idealna separacja kanałów – każdy kanał ma własny przetwornik
  • Precyzja niemożliwa w analogu – DSP ma 32-bitową rozdzielczość wewnętrzną
  • Powtarzalność – każde urządzenie brzmi identycznie, zero tolerancji komponentów

To nie jest „prawie tak dobrze jak drogie urządzenia”. To jest lepiej. W każdym wymiernym aspekcie i masz pełną kontrolę brzmienia na poziomie przetwornika, a nie już po konwersji.

Ale Stefan, przecież Chord brzmi inaczej!

Oczywiście, że brzmi inaczej. I dCS brzmi inaczej. I Schiit Yggdrasil brzmi inaczej. Wszystko brzmi inaczej, a tu macie jeszcze technologię nie do końca ogarniętą przez „geeków” z ASR także z tym sterowaniem nie będzie na początku łatwo na pewno.

Poza tym to nie jest kwestia lepiej czy gorzej. To jest kwestia kolorowania. Te urządzenia mają swój charakter dźwiękowy – dodają harmoniczne, subtelnie zmieniają fazę, mają swoje filtry rekonstrukcyjne.

DAWN PRO 2 jest neutralny. Alarmująco, nudnie, wspaniale neutralny.

Gra dokładnie to, co jest w nagraniu. Jeśli nagranie jest wyśmienite – usłyszycie raj. Jeśli jest kiepskie – usłyszycie wszystkie grzechy inżyniera dźwięku.

Cena 47.99 USD w promce – obsceniczny dowód postępu

To jest ekonomiczny absurd i technologiczna katharsis.

Firma Moondrop wzięła układ za kilka dolarów, dodała złącze USB-C, kabelek, obudowę i sprzedaje to z zyskiem za niecałe 50 USD.

Jeszcze dziesięć lat temu ta sama jakość dźwięku kosztowała tysiące. Pięć lat temu – setki tysięcy. Teraz? To cena obiadu.

Werdykt

Ten przetwornik to koniec pewnej epoki. Koniec czasów, gdy jakość była proporcjonalna do ceny. Koniec mitów o „ciepłych lampach” i „muzykalnych przetwornikach”.

To jest referencja za cenę zupki w Hiltonie. To jest studio nagraniowe w kieszeni. To jest technologiczny nokaut wszelkich audiofilskich zabobonów.

Czy brzmi „lepiej” niż dCS Vivaldi? A co znaczy to „lepiej”?. Vivaldi ma swoją „magię”, swój charakter, swoją nazwę (i transformator kilka razy większy niż cały taki mobilny przetwornik).

Ale czy brzmi wystarczająco dobrze, żeby różnica była irrelewantna dla 99.9% ludzi?

10/10 – i nie ujmuję ani punktu, bo to jest warte każdej złotówki.

P.S. Biorę dwa. Jeden do słuchania, drugi na wszelki wypadek, gdyby ten „chiński” cud przestał działać. Za 96 dolarów mam redundancję przez miesiąc z resztą, a Vivaldi takiej nie ma.

Dodaj komentarz