Przedmowa dla tych, którzy jeszcze myślą
Drodzy Czytelnicy – jeśli w ogóle jeszcze tani istnieją – pozwólcie, że zacznę od fundamentalnego pytania egzystencjalnego naszych czasów: Czy inteligencja jest odwrotnie proporcjonalna do głębokości kredytu hipotecznego, czy może po prostu wszyscy zbiorowo postradaliśmy zmysły?
Mamy rok 2025. Ludzkość chce lecieć na Marsa, AI pisze wiersze, a kwantowe komputery łamią szyfry szybciej niż ja tracę włosy i wiarę w gatunek ludzki. A jednak – a jednak – tysiące rzekomo inteligentnych jednostek na Ziemi wydaje roczne pensje na sprzęt z metką „audiophile”, który brzmi gorzej niż słuchawki dołączone gratis do Walkman’a w 1987 roku.
To nie jest recenzja. To autopsja cywilizacyjnego upadku.
Rozdział I: Bang & Olufsen Beosound A9, czyli jak sprzedać lampę za cenę auta
„Jeśli design zabija funkcjonalność, czy to jeszcze produkt, czy już rzeźba?”
Wyobraźcie sobie następującą sytuację: wchodzicie do salonu swojego kolegi po fachu – nazwijmy go Marcin, 35 lat, konsultant w Big4, zarabia 40k miesięcznie, nosi loafery bez skarpetek nawet zimą. W rogu salonu stoi Obiekt. Aluminiowy, okrągły, z drewnianymi nogami jak duński fotel z lat 60. Kvadrat fabric. Century Blue. Wygląda jak coś, co Jony Ive zaprojektowałby będąc pod wpływem ayahuasca podczas retreatu wellness w Kopenhadze po drodze z Holandii.
„To Beosound A9. Piąta generacja. $3500. Ma Active Room Compensation” – mówi Marcin tonem, którym zwykle informuje się o zakupie udziałów w startupie kwantowym.
Siadacie. Marcin naciska coś w aplikacji. Aplikacja crashuje. Restart. Druga próba. Muzyka płynie prawie tak dobrze jak ze streamera z Ali za stówę.
I tu następuje moment objawienia.
To brzmi… jak każdy inny głośnik. Nie, przepraszam – brzmi gorzej niż każdy inny głośnik w tej cenie. Bas zaczyna się gdzieś od 35Hz ze zniekształceniami >0.5% przy wyższych głośnościach. To jak słuchać muzyki przez ścianę w wiadrze. SNR oscyluje wokół 85dB – KEF LS50 za $2500 oferuje 90dB+ i już przynajmniej jest na poziomie CD-Aidio a to? To różnica między słuchaniem koncertu a słuchaniem mp3 z koncertu… nagrywanej telefonem… przez pijanego faceta… w siedemstastym rzędzie.
Ale jaki design! Design jaki un jest piękny!
Owszem. Tak piękny, że Marcin spędził 40 minut opowiadając wam o procesie produkcji aluminiowych nóg i filozofii „less is more” zanim w ogóle włączył ten śmietnik.
Błąd w Matriksie #1: Gdy estetyka zastępuje funkcjonalność, a konsument nie tylko to akceptuje, ale płaci za przywilej bycia oszukanym
Bang & Olufsen odkryło genialną prawdę marketingową: jeśli coś wygląda wystarczająco drogo, ludzie założą, że brzmi drogo. To jak kupować wino – 90% ludzi nie odróżni Bordeaux za $500 od Merlota za $15, ale będą PRZEKONANI, że smakuje lepiej, bo etykieta ma złote litery no i ta cena mówi przecież wszystko…
A co z Active Room Compensation, która ma „optymalizować dźwięk pod pomieszczenie”? W teorii rewelacyjne. W praktyce aplikacja crash’uje częściej niż związki ludzi, którzy poznali się na Tinderze. Reddit pełen jest wątków w stylu:
„A9 disconnects every 20 minutes”
„WiFi draining battery in 10h instead of 24h”
„App crashes when switching devices – is this normal?”
30% negatywnych opinii. To nie usterka. To standard.
I wisienka na torcie: brak legacy inputs. Tylko USB-C. Bo przecież za 10 lat, gdy standard się zmieni, będziecie mogli używać tego $3500 głośnika jako… designerskiego stołka. Albo pufy. Albo pamiątki po czasach, gdy byliście na tyle głupi, że daliście się na to nabrać.
Morał: Sonos za $500 oferuje lepszą integrację multi-room bez bugów a to jest kibel level hard. KEF LS50 za $2500 bije A9 w każdym aspekcie audio i tak było, jest i będzie. Ale Sonos nie ma drewnianych nóg tak samo jak wszystko inne…
Rozdział II: Focal Diva Utopia – $50,000 za lekcję, że więcej nie znaczy lepiej
„W świecie, gdzie system audio kosztuje jak mieszkanie, czy absurd ma jeszcze jakieś granice?”
Poznajcie Pawła. Paweł jest kardiochirurgiem. Zarabia absurdalne pieniądze, ratując ludzkie życie, ale nie ma czasu na swoje. W weekendy Paweł lubi pić, płakać i słuchać Wagnera, czytać Heideggera w oryginale, bo – jak sam mówi – „tłumaczenia zabijają ducha dzieła”. Paweł kupił Focal Diva Utopia.
$50,000. Pięćdziesiąt. Tysięcy. Dolarów.
Za mały system głośnikowy.
Aktywny system z Utopia drivers (27mm berylowy tweeter z wadą fabryczną, 4x165mm bass i plastikowy środek), 400W Class AB, UWB, ADAPT room tuning. Na papierze? Mokre sny audyofila. W rzeczywistości? Lekcja, że można być jednocześnie bardzo bogatym i bardzo naiwnym.
Bas jest „lean”.
W świecie audiofilów „lean” to eufemizm na „praktycznie nieobecny”. Roll-off zaczyna się przy 34Hz. Pełne extension do 27Hz? Wymaga dodatkowego subwoofera za $2800. Przeczytajcie to jeszcze raz. System za pięćdziesiąt tysięcy dolarów wymaga dodatkowego subwoofera, żeby grał pełne pasmo.
To jak kupić Ferrari, które przyspiesza do setki w 3 sekundy… ale tylko jeśli dokupicie turbo za dodatkowe 20% ceny dopiero tą setkę przekroczy.
Audiodrom opisuje bas jako „dry and inexpressive”. W tłumaczeniu na język normalnych ludzi: brzmi jak kartka papieru odrywana od bloczku – technicznie coś słychać, ale czy na tym to polega?
Distortion 0,3% w midach przy dynamicznym graniu.
Focal chwali się THD+N 0,2% – to świetny wynik – serio? Ale jak odkręcisz mocniej to zniekształcenia na midach skaczą do 0,3%. Focal Sopra za $20k daje podobny soundstage bez tej niestabilności i nadal nie wyszliśmy jeszcze z tego rezerwatu.
Czyli płacisz 2,5x więcej za… co dokładnie? Za berylowy tweeter? Za „Splendiż” posiadania Focal? Czy za to, że zgrzewa te plastikowe pianki jakiś chłop oderwany od pługa na polu bawełny?
Błąd w Matriksie #2: Gdy ludzie mylą cenę z wartością, a marketing wykorzystuje ludzką podatność na snobizm
Focal odkryło coś, o czym Veblen pisał ponad 100 lat temu: conspicuous consumption. Ludzie kupują drogie rzeczy nie dlatego, że są lepsze, ale dlatego, że są drogie. To sygnał statusu. To sposób na powiedzenie światu: „Mam tyle pieniędzy, że mogę je spalić na głośnik, który brzmi jak tańszy model z tej samej firmy”.
Focal Diva Utopia dostała nagrodę EISA. Dostała 5-gwiazdkowe recenzje w What Hi-Fi?. Dostała standing ovation na High End Munich 2024. Pytanie jaka była za to faktura.
I jednocześnie została uznana za #2 w rankingu „most overpriced audio gear” przez ponad 1000 audiofilów na Headphonesty.
Jak to możliwe? Prosto: recenzenci nie płacą za sprzęt, który testują.
Gdy testowałem KEF LS60 za $7000 – kompletny system bez potrzeby dodatków – brzmiało to nieźle. Może lepiej, bo nie wymagało inżyniera NASA do kalibracji ADAPT i modlitw do bogów akustyki, żeby phasing w highs nie zamieniło sonaty Chopina w sonogram cetacean, bo w tym budżecie powinno.
Morał: Focal sprzedaje luksusy dla ludzi, którzy traktują audio jak kolekcję dzieł sztuki – ważne, że drogie i nie gra. A prestiż? Prestiż płaci rachunki recenzentów i finansuje nagrody.
Rozdział III: Bose QuietComfort Ultra – czyli jak zostać mistrzem jednej rzeczy i średniakiem w pozostałych
„Jeśli słuchawki wyciszają świat lepiej niż grają muzykę, czy to jeszcze słuchawki audio?”
Oto historia, którą pewnie znacie: latasz biznesklasą do Dubaju, Singapuru, San Francisco. W samolocie szum silników, płaczące dzieci, rozmowy sąsiadów o kryptowalutach. Zakładasz Bose QuietComfort Ultra. I nagle… cisza. Błogosławiona, absolutna cisza.
ANC na poziomie 50dB to magia.
Bose w tej kategorii jest bezkonkurencyjne. To najlepsze wyciszanie aktywne na rynku. Punkt dla Bose.
Teraz włączasz muzykę.
I tu zaczyna się dramat.
Zniekształcenia 3,2/5 w skali MOS-D.
Bas jest „boomy” piszą, bo boost +5dB, co brzmi efektownie przez pierwsze 10 minut. Po godzinie zmieniasz się w „muddiness” i słyszysz, jak twoje neurony odpowiedzialne za odbiór wysokich częstotliwości powoli umierają z nudów.
Highs? Mdłe i poszatkowane jak kanapka z supermarketu po tygodniu w lodówce. Brak powietrza powyżej 10kHz. SoundGuys używa słowa „plastikowy” dla opisania tego i to nie jest komplement.
Błąd w Matriksie #3: Gdy jedna fenomenalna funkcja przesłania wszystkie wady, a marketing polega na tym, żeby klient nie zauważył całości
Bose nauczyło się prostej prawdy: jeśli będziesz najlepszy w jednej rzeczy, klienci zapomną, że we wszystkich pozostałych jesteś średniakiem.
To jak randka z osobą, która ma fantastyczną osobowość… ale zerową higienę osobistą. Technicznie? Świetny materiał na partnera. Praktycznie? Po tygodniu chcesz umrzeć.
Ale Bose ma lepszy marketing. I tu jest sedno problemu.
Bose to marka, której produkty kupują ludzie, którzy:
a) Nie testują konkurencji
b) Kupują w sklepie po 10-minutowym teście
c) Wierzą, że skoro ANC jest najlepsze, to reszta jest dobra i wierzą, że musi być ANC, bo pasywnie to się nie da.
Spojler: da się. TAK! właśnie cię oszukali.
Morał: brak
Rozdział IV: Chord Mojo 2 – $600 za portable DAC, który wymaga power banku i modlitwy
„Gdy FPGA hype spotyka rzeczywistość: opowieść o technologii, która zapomniała o użytkownikach”
Wyobraźcie sobie produkt stworzony przez inżynierów, którzy:
- Uwielbią specyfikacje techniczne
- Nie rozmawiają z użytkownikami
- Wierzą, że 40.960 taps WTA filter to coś, czym można kusić normalnych ludzi
Poznajcie Chord Mojo 2.
$600 za portable DAC/amp z UHD DSP, EQ, crossfeed i technologią FPGA, która – jak obiecuje Chord – „zmienia wszystko”.
Zmienia. Tyle że nie w tym kierunku co trzeba.
2nd order distortion audible przy high volume. GoldenSound potwierdza: THD+N rośnie na górze, clipping basu jest słyszalny.
Bateria <8h realnie. To portable DAC, który wymaga power banku. To jak kupić elektryczny samochód z zasięgiem 100km. Technicznie działa. Praktycznie? Absurd, ale za to w zimie żart.
Bugs z iOS: lag, volume jumps, white noise. Reddit r/headphones: 200+ postów o „max volume shocks”. To nie są pojedyncze przypadki. To systemowy problem produktu za $600.
Brak 4.4mm Pentaconn balanced output.
W 2025 to jak sprzedawać laptop bez USB-C.
Interfejs: kolorowe diodki LED diody zamiast normalnego wyświetlacza w budżecie $600. Bo kto potrzebuje wiedzieć, co się dzieje z jego sprzętem? Wystarczą kolory jak w klubie dla 5-latków.
Błąd w Matriksie #4: Gdy technologia dla technologii staje się celem samym w sobie, a użytkownik jest tylko irytującą przeszkodą
Chord Mojo 2 to produkt stworzony przez ludzi, którzy zakochali się w specyfikacjach „768kHz! 40.960 taps! FPGA!” a potem się zesrali…
To jak projektować samolot, który lata 3x szybciej niż konkurencja… ale tylko przez 2 godziny, bo kończy się bateria.
Praktyczność? Kto o to pyta?
Schiit Modi+ za $200 oferuje podobną jakość dźwięku. DragonFly Cobalt za $330 daje lepsze SNR. Oba bez bugów, z normalnym interfejsem, z baterią, która działa dłużej niż 8h.
Ale Mojo 2 ma FPGA. I to ma znaczenie. Dla kogoś. Gdzieś. Pewnie dla inżynierów Chord, którzy świętują swój technologiczny triumf, nie zdając sobie sprawy, że stworzyli produkt, który jest wadliwym prototypem.
Morał: Technologia dla technologii to masturbacja intelektualna. Użytkownik potrzebuje narzędzia, nie pokazu fajerwerków inżynieryjnych, zobacz DAWN PRO 2, który za 48 dolców także ma DSP i bez łachy Pentaconn.
Epilog: Matryca dla idiotów, czyli jak staliśmy się tym, przed czym nas ostrzegano
„Nie żyjemy w Matriksie. Żyjemy w coś gorszego: w świecie, gdzie ludzie świadomie wybierają iluzję.”
Pozwólcie, że zadam pytanie fundamentalne: Czym różni się ktoś, kto wydaje $3000 na głośnik który sieje zniekształceniami >0.5%, od kogoś, kto kupuje biżuterię z „uzdrawiających czerwonych nitek”?
Odpowiedź: niczym. Oba kupują iluzję.
High-end audio w 2025 to nie przemysł – to religia. Ma swoich proroków (recenzenci przepłacani przez producentów i dysrtrybutorów), świątynie (sklepy z „listening rooms”), rytuały (kable za $5000, które „zmieniają wszystko”), i wiernych (którzy bronią tych głupot z zapałem świadków Jehowy).
A ja? Ja jestem heretykiem?
Trzy Prawa Audyjnego Absurdu™:
Prawo I: Cena nie równa się wartość, ale wszyscy udają, że równa się.
Bang & Olufsen A9 za $3000 brzmi gorzej niż KEF LS50 za $2500. Focal Diva Utopia za $50k wymaga dodatków za $3k. Bose QC Ultra za $430 przegrywa z Sony XM6 za $400. Chord Mojo 2 za $600 ma bugs godne produktu za $50.
Gdzie tu sens i logika?
Jest. Ale nie w audio. W statusie. W prestiżu. W możliwości powiedzenia: „Mam Focal Utopia” na forum audiofilskim i zebrania wirtualnych braw od ludzi, którzy nigdy ich nie słyszeli.
Prawo II: Marketing zawsze wygrywa z rzeczywistością, jeśli klient jest wystarczająco naiwny lub… ma otwarty kredyt hipoteczny.
60% audiofilów w 2025 widzi „decline in quality”. I mają absolutną rację. Ale co z tego? Rynek high-end audio rośnie 11,2% rocznie. Bo ludzie nie kupują dźwięku. Kupują historię.
„Mój głośnik ma Active Room Compensation.”
„Mój system ma berylowe tweetary.”
„Mój DAC używa FPGA.”
To mantra. Zaklęcia. Słowa mocy, które mają przekonać słuchacza (i samego kupującego), że zakup miał sens. Pierdolenie…
Prawo III: Im droższa bzdura, tym więcej ludzi jej broni.
Poznaliście to zjawisko? Nazywa się sunk cost fallacy. Jeśli wydałeś $50k na głośnik, musisz wierzyć, że brzmi genialnie. Bo alternatywa – przyznanie, że zostałeś oszukany – jest zbyt bolesna.
Więc bronisz. Tłumaczysz. „To wymaga odpowiedniego setupu.” „Ty po prostu nie masz wystarczająco wyszkolonego ucha.” „W moim pokoju brzmi inaczej.”
I tak budujemy Matrix. Sami. Dobrowolnie.
Co zatem robić?
Dla tych, którzy jeszcze myślą:
- Testuj osobiście. Nie ufaj recenzjom sponsorowanym. Jak raz cię okłamali to będą to robić zawsze.
- Pytaj o parametry. SNR, THD+N, frequency response. Liczby nie kłamią. To marketing kłamie – zawsze.
- Porównuj z tańszymi alternatywami. 90% różnicy to tylko cena, nie jakość.
- Zaakceptuj prawdę, nie ważne jaka jest.
Dla reszty – abnegatów umysłowych, którzy wolą iluzję:
Kupujcie dalej. Bang & Olufsen potrzebuje waszych pieniędzy na kolejne „reimagined classics”. Focal musi jakoś sfinansować te berylowe tweetery. Bose musi za coś kupić McIntosha. Chord… cóż, Chord… srord.
Żeby potem nie było, że nie ostrzegłem.
Za 10 lat wasze $3000 głośniki staną się cegłami bez line-in. Wasze $50k systemy będą wymagały upgrade’ów na kolejne $20k. Wasze $430 słuchawki zostaną zastąpione przez nowy model z „rewolucyjnym” ANC, który będzie o 3dB lepszy.
I wtedy może zrozumiecie, że to wszystko symulacja, gdzie ludzie płacą za przywilej bycia oszukanymi.
Finalne ostrzeżenie
Ten felieton nie jest dla wszystkich. Nie jest dla ludzi, którzy kupują Focal Diva Utopia i są szczęśliwi. Nie jest dla fanów Bose, którzy uważają, że ANC kompensuje wszystkie wady. Nie jest dla właścicieli Bang & Olufsen, którzy wolą patrzeć na głośnik niż go słuchać.
Ten felieton jest dla tych, którzy jeszcze potrafią zadać pytanie: „Czy to, za co płacę, ma sens?”
Jeśli należysz do tej grupy – gratulacje. Jesteś w mniejszości 1%.
Źródła (dla tych, którzy wierzą w rzeczy takie jak fakty):
Stereophile, What Hi-Fi?, SoundGuys, Headphones.com, RTINGS, Reddit (r/BangandOlufsen, r/audiophile, r/headphones), GoldenSound, Gear Patrol, HomeTheaterHifi, ZDNet, Headphonesty
P.S.
Jeśli po przeczytaniu tego felietonu wciąż planujesz kupić Bang & Olufsen Beosound A9 za $3500 – proszę, przelej połowę tej kwoty na konto schroniska dla kotów. Przynajmniej będziesz wiedział, że zostałeś oszukany, ale zrobiłeś cokolwiek dobrego.
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.