Albo: jak za 0 złotych dostać więcej niż ze 100 000 zł upgradu w sklepie
Jesteś w salonie audio. Sprzedawca patrzy na ciebie z fałszywym współczuciem: „Te kolumny? Ee, do nich potrzebujesz pan lepszego wzmacniacza. I te kable… no cóż, stare kable to wąskie gardło. A źródło? Vinyl koniecznie, najlepiej gramofon za 15 tysięcy.”
No i wiesz, że menda kłamie.
Nie dlatego, że jest złym człowiekiem. Kłamie, bo prawda zniszczyłaby cały jego biznes. A prawda jest brutalna i prosta: 70-80% tego, co słyszysz, to pokój i ustawienie kolumn. Dopiero reszta, która zostaje to sprzęt. Kupowanie droższej elektroniki bez ogarnięcia akustyki pomieszczenia to jak montowanie silnika Ferrari w Maluchu nie pozbywając się nawet rdzy i bez modów zawieszenia – pieniądze w błoto, efekt żaden – tylko się narobisz.