Jak wygląda anatomia przekrętu w Hi-0End audio na przykładzie?
Na ekranie laptopa Macieja siedzi test Lumina T3. Pięknie sformatowany, z fotografiami eleganckiej czarnej obudowy, niebieskim wyświetlaczem, charakterystycznym designem. Czyta się go jak literaturę piękną: „Scena jest naprawdę obszerna”, „włączenie go to jak haust świeżego powietrza”, „rozmach i precyzja grania”. To nie jest pismo techniczne. To jest poeta opisujący doświadczenie religijne. I dokładnie to jest problemem.
Przez ostatnich dwadzieścia lat obserwuję, jak audio przemienia się w kloakę absurdu. Nie zmienia się fizyka i rządzące prawa. Zmienia się sposób, w jaki fachowcy – a Maciej jest człowiekiem z doświadczeniem – komunikują się z audiofilami. Stało się tak, że każdy recenzent audio opowiadając o urządzeniu, które dostał do sprzedania, brzmi zawsze identycznie. Każdy pisze o przestrzeni, każdy o powietrzu, każdy o ciepłe, każdy o tym jak to gra dobrze. Nigdy o pomiarach. Nigdy o parametrach. Nigdy o rzeczywistości technicznej, która leży poniżej jak fundament każdej budowli.
Lumin T3 kosztuje 23 800 złotych. To jest cena niemal monitora studyjnego z najwyższej półki. To jest cena odtwarzacza CD klasy hi-end, genialnego DACa i kilku świetnych wzmacniaczy połączonych razem. To jest cena, którą zapłacisz za jeden najlepszych procesorów DSP na rynku. Za tę cenę możesz mieć streamer sieciowy, DAC, porządny procesor audio i jeszcze ci zostanie na wakacje. Ale zamiast tego masz pudełko, w którym – jeśli przejrzysz karty techniczne – siedzi elektronika, którą można zamówić z Aliexpresu za kilka stów.
Zanim zacznę, muszę powiedzieć coś ważnego: nie jest to atak na Macieja. Jest to atak na system, w którym go do tego zmusza. System, który każdego recenzenta zmusza do wyboru między uczciwością a dostępem do sprzętu. Każdy z nas stoi przed takim wyborem i każdy ma prawo na swoje wybory. Ale kiedy te wybory dotyczą tego, jak ludzie inwestują swoje pieniądze – wtedy uczciwość staje się kwestią moralną.
Bartosz zadał pytanie, które może nie było zbyt mądre, zbyt precyzyjne, zbyt wygodne. Pytanie, które doskonale pozwoliło Maciejowi na promocję konkretnego produktu poprzez osobisty przykład.

Co mamy? Konto bez avatara, pytanie zbudowane tak, by prowokować konkretna odpowiedź, brak komentarzy krytycznych pod wątkiem. Niektórzy powiedzą że to jest paranoja. Ale kiedy przejrzysz sto takich wątków z różnymi recenzentami w różnych grupach, a każdy wygląda dokładnie tak samo, paranoja przestaje być paranoją i zaczyna być obserwacją pewnego mechanizmu.
To nie jest nawet o tym, czy Bartosz rzeczywiście istnieje, czy siedzi w biurze obok Macieja i sobie klepią te brednie radośnie dotykając pisiorami pod biurkiem. To jest o tym, że system tak sobie funkcjonuje od lat na forach i grupach i już na serio jest nieistotne czy rozmowa jest spontaniczna czy zaplanowana. Efekt jest zawsze taki sam. Audiofil (czyt. randomowy nieogar) czyta wątek, widzi konkretną markę, myśli że ma dobrą prasę, a tymczasem trafił na doskonały przykład marketingu szeptanego opakowanego w pozory.
Ale pójdźmy głębiej. Przejdźmy do fizyki, która opisuje wszechświat, do rzeczywistości technicznej, do tego, co naprawdę siedzi w Luminie T3 i dlaczego koszt produkcji to nie jest 23 800 złotych, tylko dosłownie promil tej kwoty.
Lumin T3 to streamer sieciowy z wbudowanym przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Brzmi nowocześnie. Brzmi skomplikowanie. Brzmi jak coś, co powinno kosztować 24 tysiące. Ale spójrz na to z innej strony – co dostajesz?
Streamer to w zasadzie komputer. Miniaturowy komputer, ale komputer. DAC to integrator krzemowy – w tym wypadku tani jak barszcz i nie najnowszy zwykły scalak ES9028Pro, który można kupić na każdym portalu elektronicznym za 80 dolarów za sztukę w detalu. Całe urządzenie to układ kilku chipów, zasilacz impulsowy oczywiście i prosta obudowa z CNC. To jest technologia, którą opanował człowiek na tyle dobrze, że na każdym kroku czai się konkurencja. Dla każdego elementu. Dla każdego kawałka elektroniki jest odpowiednik w realnym świeciei ceny są możliwe do porównania.
BOM – Bill of Materials – to termin, który producenci audio nigdy nie wymówią. Dlaczego? Ponieważ BOM Lumina T3 to może 400 a może 600 dolców. To jest czysty koszt części, montażu, testów. Na produkcji taka Lumina – może to być krótka seria 500 do 1000 urządzeń rocznie – koszty stałe amortyzuje się szybko. Po tym wszystkim, po całej produkcji, test, certyfikacja, marża producenta, transport do Europy, marża importera, marża dystrybutora – urządzenie powinno kosztować około 5 do 7 tysięcy złotych w porywach. To by była jeszcze w miarę uczciwa „hiendowa”marża dla każdego w łańcuchu dostaw. To by była cena, którą byś zapłacił, gdyby system był przejrzysty.
Ale system nie jest przejrzysty. System wie, że audiofil nie ma pojęcia o co pytać. Audiofil słucha. Audiofil czyta o tym jak Maciek albo inny marketingowiec pisze jak używa urządzenia i myśli że jeśli to robi recenzent, to musi być dobre. Audiofil nie pyta ile to kosztuje producenta. Audiofil nie pytam ile marży zarabia Lumin, ile zarabia importer, ile zabiera Audio Atelier. Audiofil nie bada przecież tego co jest w środku. Audiofil nie robi blind testu. Audiofil po prostu jest – czyta bezkrytycznie komentarz na Facebooku, widzi konkretny model, myśli że wie wszystko i idzie kupować.
Teraz będzie najzabawniejsze…
Gdybyś, zamiast takiego Lumina na okrojonym procku, miał komputer za 100 złotych – zwykły laptop, stary, wytargany z szafy ale działający – i zainstalował na nim Roon Server albo HQPlayer, AIMP, Foobar, cokolwiek co potrafi w ASIO, mógłbyś mieć dokładnie takie same możliwości co Lumin, ale byś był pewien standardów jakie Twój sprzęt spełnia. Byś miał sterownik głośności – dużo lepszy niż ten w Luminie. Byś miał dostęp do wszystkich serwisów streamingowych bez pośredników zamkniętego oprogramowania firmowego zaszytego w Luminie. Byś miał możliwość upsamplingu. Byś miał możliwość bezpośredniego połączenia z DOWOLNYM DAC-em przez USB. I byś wiedział – dokładnie wiedział – że sygnał, który wysyłasz do DAC jest bitperfekt – taki szczegół. Nie było by żadnych wątpliwości co do obróbki sygnału wewnątrz urządzenia. Po drugiej stronie kabelka USB byś miał albo bieda DAC z ES9028Pro za 80 dolarów, zasilany czystą mocą z regulowanego zasilacza za 30 dolarów. Zmieścił byś się pewnie w tysiacu złotych alvbo zaszalał na lepszym kompie za 500zł i kupił najnowszy DAC jaki jest na rynku teraz. Więcej funkcjonalności. Więcej kontroli. Więcej wszystkiego.
W Luminie T3 tego nie masz. Nie masz specyfikacji jak wygląda dekodowanie streamingu. Nie masz informacji czy sygnał rzeczywiście jest bitperfekt, bo o tym nawet nie wspominają, czy gdzie po drodze dochodzi do przetworzenia, reclocka, kompresji sygnału, bo dlaczego nie. Nie masz przejrzystości co do algorytmów jakie są zaszyte w urządzeniu. To, co masz, to ascetyczna obudowa, która ma pasować do mebli z Ikei i obietnica że jeśli to kupił recenzent, to pewnie musi być dobre, bo właśnie tak napisał i internet to wytrzymał.
I tu właśnie leży sedno oszustwa, które dotyka całego segmentu audio. Oszustwo polegające na tym, że wysokie ceny są usprawiedliwiane nie technologią, bo takie streamery są tanie, ale marketingiem. Oszustwo polegające na tym, że producenci audio nauczyli recenzentów pisać o uczuciach zamiast o faktach. Oszustwo polegające na tym, że każdy w łańcuchu zaopatrzenia zarabia szalone marże, dopóki audiofil nie pyta.
Maciej pisze: „używam LUMIN T3, który ma znakomitą regulację głośności”. Nie pisze ile ta regulacja kosztuje producenta. Nie pisze że to jest zwykła płytka z algorytmem upsamplingu, którą każdy producent DAC-ów posiada od dekad i nie używa, bo sa nowsze i lepsze. Nie pisze że tego samego algorytmu używa Metronome, Soulution, że kod jest publicznie znany od lat. Pisze że ma znakomitą regulację i koniec. Słowo 'znakomita’ to słowo wytrych pozbawione jakiegokolwiek znaczenia technicznego. To nie jest uczciwe podejście do sprawy.
Potem pisze że dobry przedwzmacniacz kosztuje 12 do 15 tysięcy złotych. To też jest kłamstwo przez pominięcie. Na rynku można kupić profesjonalny przedwzmacniacz od RME za 3500 złotych, który ma lepsze parametry techniczne niż Lumin T3 i na RME robi się to co potem, po przetworzeniu i kompresji można słuchać na streamerze dopiero w wersji okrojonej. Można kupić Topping D90 za 2500 złotych, który obsługuje każdy format, każdy protokół, i ma opublikowane pomiary. Ale Maciej o tym nie pisze. Pisze że dobry pre to 12 do 15 tysięcy, co sprawia że Lumin T3 za 23 800 wyglądają racjonalnie w jego bańce. To jest klasyczna zagrywka z kotwicą cenową, bo przecież tańsze jest automatycznie gorsze.
I rzeczywiście – każdy w systemie zarabia na tym. Lumin zarabia krocie na każdej sztuce. Importer zarabia drugie tyle. Ale za to dystrybutor/sklep bierze najwięcej. A recenzent? Recenzent zarabia dostęp do sprzętu, który często dostaje „gratis” a potem sprzedaje po cichu dla grupy znajomków, którzy go subskrybują albo wprost wspierają na „kawę” albo na Patronite. Zarabia możliwość powiedzenia publiczności że używa tego konkretnego produktu. To jest dla niego taka sama maszynka do bicia kasy. Jeśli mówi że używa Lumina, to znaczy że ma w tym interes, bo taki sprzęt się nie broni na żadnym innym polu w realnym świecie.
Nie broni się, bo nie ma grama informacji na temat czy sygnał wyjściowy jest rzeczywiście bitperfekt. Nie broni, bo nie ma parametrów technicznych, które są opomiarowane, bo kiedy się to zmierzy wychodzi na jak, że Lumin T3 nie ma nic wspólnego z najlepszymi urządzeniami w tej kategorii. Ma może 'ładną’ obudowę, która pasowała by do Norweskiego więzienia w którym siedzi Andreas Brevik, ale to za mało żeby motywować koszt. Ma autorskie oprogramowanie pisane od zera? Ma reputację marki? I ma cenę na którą sobie pozwala tylko dlatego, że audiofil nie pyta.
Bartosz – czy rzeczywisty, czy fikcyjny – zadał pytanie które pozwoliło Maciejowi na promocję produktu poprzez osobisty przykład. Najskuteczniejsza forma marketingu szeptanego wzmocniona socjalami. Nie jest reklamą, bo wygląda jak rada. Nie jest opinią recenzenta, bo wygląda jak dzielenie się doświadczeniem. Ale efekt jest zawsze ten sam. Chłop czyta, słyszy konkretną markę, konkretny model, konkretną rekomendację. I mu się wydaje, że to dobre.
Tymczasem – jeśli byś chciał rzeczywiście dobrego audiofilskiego transportu za ułamek ceny – byś brał dowolnego peceta, instalował Roon Server, łączył go z dowolnym DAC, który ma ASIO po USB, i miał dokładnie to samo co Lumin tylko lepiej pod kazdym mierzalnym wzgledem. Tym bardziej lepiej, że byś wiedział dokładnie co się dzieje z sygnałem. Nie byś miał wątpliwości. Nie byś kupował w ciemno. Byś miał kontrolę nak dazdym aspektem od algorytmów dekodujących plik/stream (odtwarzacz) po oprogramowanie sterownika i algorytmy które odpowiadają za dostarczenie próbki na DAC bez strat 1:1 czyt. bitperfect.
Ale ta kontrola jest niebezpieczna dla systemu. Jeśli audiofile pozna prawdę – że można mieć dobrą elektronikę za ułamek ceny – to system się zawali. Dlatego recenzenci nie piszą o tym. Dlatego w grupach Facebook nie ma dyskusji o tym czy naprawdę trzeba 23 800 złotych. Dlatego każdy artykuł o Luminie T3 czyta się jak oda do rozrzutnika gnoju, a nie jak analiza techniczna. Bo gdyby było to analiza techniczna, wszyscy by widzieli że to jest oszustwo.
Ale to nie jest oszustwo w sensie kryminalnym. Producent sprzedaje to co sprzedaje. Recenzent pisze co pisze. Dystrybutor i sklep trzepie swoją marżę. Nikt nikogo nie okłamuje bezpośrednio – oni po prostu nie podają faktów. To jest jeszcze gorsza forma oszustwa. To jest oszustwo przez kształtowanie percepcji. To jest oszustwo przez pominięcie. Wszyscy wiedzą że system działa tak, jak działa. I wszyscy czerpią z tego zysk. A audiofile? Audiofile płacą za iluzję, bo wiedzą, że jeśli płaci się dużo, to musi być dobre.
Kończąc już tę nierówną walkę…
Najgorsza jest świadomość, że to działa. Ludzie kupują, bo recenzenci piszą. Grupy Facebook składają się z ludzi, którzy kupili i teraz muszą wierzyć że dobrze wybrali. System się zamyka. Audiofile, który zapłacił 24 tysiące za szmelc o jakosci i funkcjonalności streamera za stówkę z dopiętym tanim przetwornikiem, będzie bronił Lumina zaciekle, bo alternatywa – przyznanie że dał się wyrolować jak dziecko – jest dla niego nie do zaakceptowania. To jest psychologia, która bazuje na słabości informacyjnej i intelektualnej.
Kiedy ktoś pyta czy to jest warte 24 tysiące złotych – odpowiedź brzmi: nie, jeśli chcesz dobry dźwięk. Jeśli chcesz dobrą obudowę butikową i markę – spoko. Ale to już inna rozmowa. To rozmowa o tym co kupujesz, a wydaje się że audiofil nigdy sobie nie wyjaśnia co właściwie kupuje. Myśli czasem, że kupuje najwyższej jakości dźwięk tymczasem dostaje etykietę i wewnątrz przestarzałe komponenty.
Bartosz miał niesamowite szczęście. Zadał pytanie, które trafiło w objęcia na recenzenta, który miał właśnie czas i coś do promocji. Tego dnia tam był, siedział i czekał jak Murena Denna na swoją ofiarę.
Ale dzisiaj dostał dokładnie to, czego system potrzebował. I to jest niezbity dowód na to jak ten system działa. Nie trzeba tu żadnych teorii. Nie trzeba tu nikomu przypisywać złych intencji. Wystarczy zrozumieć że każdy zainteresowany jednostka – producent, importer, dystrybutor, recenzent – ma interes w tym aby ceny były wysokie, jak najwyższe aby audiofil nie miał żadnej wiedzy i pytał, aby system funkcjonował jak dotąd.
Lumin T3 to oszustwo, które się legalizuje poprzez marketing i cenę. Im droższe, tym bardziej musi być dobre – to jest psychologia która ma tyle lat co handel. I ta psychologia działa niezawodnie. Każdy dzień. Każdy kolejny wątek/rolka na Facebooku. Każdy test napisany przez marketingowca czyli współczesnego handlarza. System kręci się dzięki temu nioeustannie, przekuwając naiwność i energię ludzi w marże dla każdego, kto zna zasady gry.