Tag: felieton

  • Tysiące audiofili może się mylić?

    Felieton o rankingu, w którym nostalgia wygrała z logiką, a marketing z uszami

    Trafiła mi się ostatnio pewna publikacja z portalu Headphonesty. Tytuł obiecujący: 30 Audio Brands Thousands of Audiophiles Trust the Most, Based on Recent Surveys. Pomyślałem sobie: o, ciekawe, zobaczmy co współczesna audofilia uznaje za godne zaufania. Może w końcu świat hi-fi dojrzał, może ludzie nauczyli się słuchać uszami, a nie portfelem i nostalgią?

    No i się przeliczyłem.

    To nie jest ranking sprzętu audio. To jest katalog sentymentów, wspomnień z dzieciństwa i skutków udanego marketingu. To jest lista marek, które ludzie pamiętają, nie tych, które grają. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że Polk Audio – firma, która sprzedaje głośniki w dziale AGD między mikserami a odkurzaczami – znalazła się na tej samej liście co Luxman i Audio Research?

    Ale po kolei. Zacznijmy od samego rankingu.

    (więcej…)
  • Polski Grajdoł Audio: Kiedy prywacorz spotyka Fantazję (i rodzi się Bullshit)

    Źródła: Dzienny raport Hi-Fi/High-End Audio z 14.11.2025, audio.com.pl, stereolife.pl, Hi-Fi i Muzyka


    Myślałem sobie: okay, może polska branża audio będzie inna. Może będziemy bardziej szczerzy, bardziej realiści, może nie będziemy grać w tę całą zachodniośrodkową grę marketingową. Może polska skromność i pragmatyzm przebije się przez piankę absurdu.

    Nic z tego. To jest dokładnie taki sam cyrk, tylko do kwadratu za to z lampkami zamiast LED-ów.

    Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl S: 45% Mniej Miejsca, 100% Więcej BS

    Czytam o Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl S – przeprojektowanym przedwzmacniaczu gramofonowym z „nowym układem PCB” i „45% mniejszym footprintem”.

    Stop. Czekaj. Po co mi ta informacja? Co ja mam z tego, że producent wziął urządzenie, które już istniało i doskonale działało, i wcisnął je w mniejszą obudowę? Czy dźwięk będzie lepszy? Nie. Czy będzie gorzej? Raczej… taniej w produkcji.

    Ale widzisz, to jest geniusz. Bo mówią ci, że to jest „update”, nowe PCB, mniejszy rozmiar – a tobie wydaje się, że kupujesz coś lepszego. W rzeczywistości kupujesz coś, co zajmuje mniej miejsca na półce a fabryka ma mniejsze koszty produkcji i transportu. To jest jak powiedzieć komuś, że jego nowy samochód ma lepszy silnik, bo mniejszy, ale za to pali tyle samo.

    A wiesz, co jest najlepsze? Artykuł mówi, że to urządzenie „potencjalnie wpłynie na rynek, czyniąc premium etapy gramofonowe bardziej dostępnymi”. Czemu? Bo zmniejszyliśmy go? Czy bo obniżyliśmy cenę? Nie, nic takiego. Po prostu jest mniejszy. To jest dokładnie taka sama logika, z jaką mówisz swojej żonie: „Droga, pomniejszyłem sob ie prącie, będzie fajnie.”

    JBL PartyBox 720:
    Kiedy dostałeś kasę za opis głośniczka bt.

    Teraz coś całkowicie szalone: JBL PartyBox 720 – głośnik imprezowy o mocy „800W”- Osimset watttt!! z baterią na 15 godzin.


    Dygresja: 800 W × 15 h = 12 000 Wh, czyli 12 kWh.

    Innymi słowy: żeby PartyBox 720 naprawdę grał 15 godzin przy 800 watach – ciągłych, to w środku musiałby siedzieć magazynek energetyczny od małego samochodu elektrycznego.
    Coś w stylu akumulatora z Renault Twizy, tylko bardziej…

    Tak że ta „15-godzinna bateria przy 800 W” to raczej bateria marketingowa, ładowana watami muzycznymi jak kiedyś na stadionie te jamniki z naklejką P.M.P.O.


    I nawet to nie jest problem w tym, że taki produkt istnieje. Problem jest w tym, jak recenzent to opisuje. „Brzmienie JBL Pro Sound z głębokim basem, czystymi wysokimi tonami”. A potem: „mogłoby przyciągnąć audiofilów szukających zabawy bez rezygnacji z jakości dźwięku”.

    Czekaj, czekaj, czekaj. Kogo?

    Audiofil to facet, który płaci tysiące za kabel zasilający, bo wierzy, że to zmienia charakter sybilantów. Audiofil to osoba, która siedzi w ciemnym pokoju i słucha tego samego albumu piąty raz tego samego dnia, bo chce usłyszeć każdy błąd masteringu. Audiofil to NIE osoba, która idzie na imprezę do parku z głośnikiem bt napierdalać rapsy.

    Zamiast powiedzieć „to jest głośnik dla osób, które chcą uszczęśliwiać łomotem innych”, mówimy „to jest dla audiofilów szukających zabawy”. Nie. To jest dla osób, które nie są audiofilami. To jest dla ludzi młodych, którzy chcą rozkręcić imprezę w parku. I to jest okey – zupełnie okey. Ale nie udawaj, że 15-godzinna bateria i 800W to nie jest ściema.

    A najśmieszniejsze? „Mogłoby zmienić rynek w kierunku wszechstronnych, zasilanych bateriami systemów”. No nie, kurwa. Rynek się nie zmieni. Będą tacy sami ludzie kupować to samo – czasem głośnik na imprezę, czasem głośnik do domu.

    Fezz Audio Luna: Polskie Lampy Świecą Jaśniej? Nie, po prostu ktoś im wierzy.

    A tutaj wchodzi Fezz Audio Luna – cały na biało – polski producent lampowych wzmacniaczy, który z „butikowego producenta” stał się „międzynarodową marką”, bo ruski dostał embargo.

    Ładnie. Polska duma, lokalna innowacja, wszystko to brzmi pięknie. Ale słuchaj Pan….

    Artykuł mówi o „ciepłym, dynamicznym dźwięku, który równoważy urok lamp z nowoczesną niezawodnością”. O kurwa. To jest dopiero tekst wyprodukowany przez kombinat propagandy.

    Fezz Audio to rzeczywiście polska firma, rzeczywiście robią lampy, rzeczywiście to eksportują. Ale to nie dlatego, że ich lampy są lepsze. To dlatego, że są TAŃSZE niż zachodnie i dostępne bardziej niż Rosyjskie. I jest cała grupa ludzi, którym wydaje się, że jeśli coś pochodzi z Polski, a ktoś im powiedział, że to „butiokowe”, to musi być elitarne. Janusz wyczuł biznes i łoi nieogarów inkasując za przestarzałą dekady temu technologię dla hipsterów.

    „Minimalistyczny design” – czytaj: pudełko w drewnie. „Wysokiej jakości komponenty” – czytaj: to, co każdy inny producent wzmacniaczy kupuje u tych samych dostawców. „Szybki wzrost” – czytaj: dużo ludzi wpadło na fikołka polskich lamp.

    A wzmacniacz lampowy w 2025 roku? To jest nostalgia sprzedawana jako nowoczesna technologia. Ale hey, lampy świecą, lampy są romantyczne, lampy powodują, że czujesz się jak w roku 1955. To jest dość, żeby sprzedawać.

    Artykuł też mówi, że to „zachęca do wsparcia wschodzących marek”. Super. Wspieramy wschodzące marki przez kupowanie czegoś za 30000 zł, co robi dokładnie to samo albo gorzej co coś za 1500 zł.

    FiiO JT3 i JT7: „Demokratyzacja” Słuchawek, czyli Obniżanie Standardów

    A teraz mamy FiiO JT3 i JT7 – słuchawki „budżetowe” z „zaawansowanymi przetwornikami” i „możliwościami hi-fi”.

    Brzmi dobrze? Czytaj dalej.

    „Demokratyzacja premium funkcji audio” – to jest słowo-klucz, które oznacza: „teraz możesz mieć top samo gówno za mniej pieniędzy”. To jest nie złe z perspektywy kogoś, kto chce słuchawek, ale to nie jest żadna rewolucja.

    Fakt, że możesz kupić teraz słuchawki za 500-700 zł zamiast za 2000 zł, to jest rynek. To nie jest „obniżenie kosztów produkcji”, to jest… rzeczywistość. Bezpośrednio, nie od handlarza, będziesz miał i tak 10x taniej. Już od lat są dobre słuchawki za mały pieniądz. FiiO je robi już od 10 lat. Ale teraz, bo są pod nową sub-marką i artykuł o nich mówi, że to „mogłoby zakłócić rynek”?

    Nie zakłócą. Będą nimi posługiwać się ludzie, którzy chcą dobrych słuchawek za mały pieniądz. Będzie to, co zawsze: kilka milionów ludzi kupi je, będzie zadowolonych, 1000 audiofilów będzie marudzić, że „gówno, bo za mało pieniędzy”, a świat będzie się kręcił dalej.

    Ophidian: Salony Demo Jako Teatr Manipulacji

    A potem mamy Ophidian – „zaproszenie na sesje demo w Q21”. Brytyjskie głośniki, „zróżnicowany bas, neutralna średnica, precyzyjne wysokie” i to u samego handlarzyny.

    Słowa. Same słowa. I wiesz, co jest najśmieszniejsze? Artykuł mówi, że „osobiste audycje często decydują o zakupie nad specyfikacjami online” – tak kłamią.

    To jest problem. Bo w salonach demo jesteś w warunkach, które zostały specjalnie przygotowane do tego, żeby ci się podobało – jak w teatrze. Pokój, oświetlenie, temperatura, obsługa, która ci wmówi, że „słyszysz ten bas? To jest pięć tysięcy herców redukowanych”… i ty to kupujesz, bo jesteś pajacem w tym cyrku.

    A potem przychodzisz do domu, stawiasz głośnik w rogu pokoju (bo tam jest gniazdko), i okazuje się, że wszystko wygląda inaczej. Ale już zapłaciłeś 5000 zł. I oczywiście nie możesz wrócić, bo „aklimatyzacja”, „kable muszą się ustabilizować”, „pokój musi się dostroić”. To wszystko bullshit. Chłopie, głośnik albo dobrze brzmi, albo źle z miejsca i na strzała nie „wygrzewa się”, bo to nie piecyk. Ale to takie proste byłoby do uzasadniania w salonach.

    Polska vs. Zachodnia Arogancja

    Co mnie mdli – to, że polska branża audio w pół godziny nauczyła się wszystkiego od Zachodu. Te same recenzje, ten sam PR, ten sam bełkot. Nie dodaliśmy naszej unikalności, naszej szczerości, naszego poczucia absurdu i pragmatyki. Dodaliśmy tylko polski akcent do kopiowanego zachodniego stylu propagandy i co najwyżej pretensję międzynarodowości.

    „Bohemian brzmienie” – bo Fezz Audio jest polska i mówią do nas po angielsku, a to już jest choroba.

    „Lokalna innowacja” – bo zrobili wzmacniacz lampowy… wow…

    „Demo sesje w salonach” – bo nie możemy po prostu powiedzieć „chodź, posłuchaj głośnika”, musimy to być „experiential event” czy jakaś inna brednia ble nie w naszym języku.

    Czemu To Jest Gorsze niż Zachodnia Wersja?

    Przynajmniej na Zachodzie mają to wypracowane. Znają absurd. Mówią „to jest dla audiofilów, którzy mają pieniądze” i chuj, a potem sprzedają im kabel za tysiąc funtów. Tu, w Polsce, usiłujemy wmówić sobie, że to jest uczciwe, że to ma sens, że „brzmienie” zmienia się, kiedy zmieniamy kable.

    Polska branża audio to kot pragnący być lwem, który co dzień nakłada plastikowa grzywę, którą kupił na AliExpresie.

    Czego Naprawdę Chcemy?

    Jeśli kupujesz słuchawki jak FiiO za 200 zł – super. To są dobre słuchawki za mały piniąc. Nie potrzebujesz do tego artykułu mówiącego, że to „demokratyzuje audio”. To są po prostu dobre słuchawki za tanio, bo z plastiku.

    Jeśli kupujesz wzmacniacz lampowy od Fezz Audio – okey. Lampy są fajne, pochodzą z Polski, jest to solidny sprzęt. Ale nie wyobrażaj sobie, że to jest lepsze niż dzisiejsza klasa D. To jest inne, retro, bardziej romantyczne. Ale nie lepsze.

    Jeśli idziesz na demo do salonu Ophidian – świetnie. Posłuchaj sobie głośników i tak nic to ci nie da. Ale pamiętaj, że salon to nie dom, i że to, co słyszysz tam, będzie inne w twoim pokoju.

    Wyrok

    Polska branża audio nie jest lepsza ani gorsza od zachodniej. To ten sam cyrk, tyle że inne małpy i biedniejsze pajace. Coś tak wygraliśmy, kiedy widzimy naszą markę na międzynarodowym rynku, ale szkoda, że w kategorii dla ułomków.

    To nie wygrana. To jest co najwyżej uczestnictwo w grze, którą znaliśmy już od dawna, i którą mogliśmy zmienić.

    Zamiast tego powielamy te same mitologie, te same zmyślone problemy, te same pseudoreligijne rozwiązania.

    I to jest, kurwa, wielka szkoda.


    P.S. Jeśli pracujesz w polskiej branży audio i czujesz się urażony tym tekstem – to bardzo dobrze. To znaczy, że czytasz ze zrozumieniem. A może to oznacza, że następnym razem zamiast pisać o „butikowych markach” i „demokratyzacji audio”, napiszesz o tym, co rzeczywiście zmienia świat na lepsze.

  • Głupota jednak rządzi niepodzielnie Hi-Fi

    Źródła: Dzienny raport Hi-Fi/High-End Audio z 14.11.2025, komentarze do recenzji z theaudiophileman i audiophilepure


    Gdybym miał streśczić aktualny stan branży high-end audio jednym zdaniem, brzmiałoby ono następująco: to świat, w którym ludzie płacą apokaliptyczne sumy za zmyślone problemy, których rozwiązania są równie zmyślone.

    Przyglądałem się dzisiejszym nowościom na rynku hi-fi – premierom od Chord, Grado, Bang & Olufsen oraz recenzjom z prestiżowych serwisów audiophile’owskich. I szczerze? Zaczyna mi się wydawać, że cały ten ekosystem to ogromny schemat Ponziego, w którym jedynym rzeczywistym produktem jest wiara. Wiara w to, że dźwięk można ulepszyć niemal do nieskończoności, jeśli tylko wyciśniesz wystarczająco dużo gotówki z portfela.

    Uziemienie za Tysiąc Funtów, Czyli Jak Sprzedać Szum jako Rozwiązanie

    Zacznijmy od tego, co jest bodaj najperfidniejszym wariantem nonsensownego handlu: Chord PhonoARAY za 1030 funtów sterlingów.

    To urządzenie – jeśli mogę je tak nazwać – to pasywne urządzenie uziemiające dla gramofonów. Sprzedaje się ideę, że Twój gramofon cierpi z powodu elektromagnetycznych zakłóceń przechwytywanych przez kable „tonearm’u”, które redukują „klarowność, fokus i dynamikę”. Zamiast szukać rozwiązań w jakości samych komponentów, wrzucania pieniędzy w przyzwoite wzmacniacze lub głośniki, możesz teraz wydać tysiąc funtów na kawałek aluminium i kabel.

    Recenzent Paul Rigby z theaudiophileman.com pisał entuzjastycznie o „zacieśnionym basie” i „rozszerzonej scenie dźwiękowej”. Wspaniale. Ale gdzie są pomiary? Gdzie są dane? Gdzie jest choć najmniejszy dowód, że człowiek (nie nartnik) słyszy różnicę między systemem z tym urządzeniem a bez niego? Nigdzie. Bo nie ma takiego dowodu.

    To jest klasyczny ruch branży: stwórz problem, który nie istnieje, a następnie sprzedaj rozwiązanie, które działa na tej samej zasadzie co homeopatia – działa, bo ludzie wierzą, że działa.

    Słuchawki S950 od Grado:
    Płacisz więcej, żeby słuchać mniej

    Teraz kolej na drugi kwiat absurdu: Grado S950 za 2495 funtów (lub 2195 dolarów, co zaskakująco nadal nie jest tym samym). Drugie w serii słuchawek 'Signature’ od renomowanej firmy.

    Brzmieniowo? To są słuchawki z „analitycznym” brzmieniem, z „focused midami”, „impactful basem” i „detailed treble’em”. Sounds great, right? Nie do końca. Bo recenzent dodaje, że to słuchawki dla „użytkowników szukających subtelności w miksach”, ale mogą być „ostre w porównaniu do neutralnych konkurentów jak Sennheiser HD800” – nosz kurr… ostrzejsze niż senszajsy? Toż to żyletki generuje, a nie dźwięk, ale głuchym dziadom na pewno się spodoba także znamy przynajmniej target: bogaty, stary, głuchy dziad.

    Czytaj: zapłacisz prawie trzy razy więcej, żeby słuchać mniej.

    To jest geniusz marketingu. Zamiast powiedzieć „te słuchawki brzmią dziwnie i mogą Ci boleć uszy po kilku godzinach”, sprzedawcy mówią o „analityczności” i „edginess’ie” – słowach, które w świecie audiophile’ów brzmią jak droga rzecz. W rzeczywistości? To eufemizmy na „niezbyt przyjemnie”. Ale jeśli zapłacisz fortunę za to, co brzmi dziwnie, to musisz być osobą o niestandardowo dobrym guście, prawda? To psychologia masowa w czystej postaci.

    Bang & Olufsen „Reloved”: Upcycling jako sztuka oszustwa

    A potem mamy Bang & Olufsen i ich nową platformę „Reloved” – kup sobie używane produkty od B&O z firmowego śmietnika, ale za to certyfikowane i odnowione, z gwarancją do trzech lat. Cena? Oczywiście nie podana, bo kiedy jest, to boli jeszcze bardziej.

    To jest genialne. Zamiast obniżyć cenę swoich produktów, czego byśmy wszyscy oczekiwali, B&O otwiera rynek zwrotów z interneta – ale za to nie tanio. Biorą stare urządzenie, czyszczą je, myją i sprzedają prawie za cenę nowego porządnego urządzenia konkurencji (może 30% taniej, co wciąż jest absurdem). Marketing mówi o „zrównoważonym rozwoju”, „circular economy” i „redukcji odpadów” – pffffff.

    A w rzeczywistości? To cashgrab. Pure and simple. Zamiast zmniejszyć ceny swoich produktów, stwórzcie nowy rynek dla starych rzeczy i sprzedajcie je pod pretekstem ekologicznych wartości. Ludzie nie będą się czuć źle płacąc dużo za używany produkt, bo przecież wspierają planetę. Genialnie.

    Zabiłaś Mnie Słowami: Recenzje bez Liczb

    Czytam recenzję AGD Productions SOLO Limited Edition GaN-Power Monoblock Amplifiers i Andante Mk II Preamplifier z serwisu audiophilepure.com. Opis brzmieniowy? „Jedwabisty, szczegółowy dźwięk, organiczne niskie, brak ostrości”.

    Czekaj, czekaj. Gdzieś są decybele? Pomiary THD? Impedancja? Odpowiedź częstotliwościowa? Nic. Absolutnie nic. Tylko magiczne słowa, które brzmią pięknie, ale nic nie znaczą dla kogoś, kto chciałby wiedzieć, co faktycznie kupuje.

    To jest świat, w którym recenzenci audio wypowiadają się o dźwięku w kategoriach fenomenologicznych – „uczucie” zamiast „pomiar”. I to jest dokładnie to, co branża chce. Bo jeśli zaczniemy wszystko mierzyć, to okaże się, że różnice między urządzeniem za 500 funtów a za 5000 funtów są minimalne lub nie do usłyszenia i nie koniecznie w stronę różnicy w wyższej cenie. Lepiej więc trzymać się opisu – tam, gdzie panuje chaos, nie ma miejsc dla faktów.

    System Audio Legend 40.2 Silverback? „Doskonały bas, zrównoważone spektrum, wielka dynamika”. Ale ile kosztuje? „Bez podanej ceny”. Oczywiście, że bez. Bo kiedy cena jest wysoka, a konkurent podobnej jakości kosztuje połowę, zaczynają się pytania, a tam nie ma na to miejsca.

    Nie ma sekcji komentarzy jak tu.

    Dlaczego To Działa? Psychologia Absurdu

    Pytanie, jakie się nasuwa: dlaczego ludzie to kupują? Odpowiedź jest prosta, bo psychologia ludzka jest przewidywalna.

    Po pierwsze, efekt kosztowności: jeśli coś kosztuje więcej, musi być lepsze. To logika prymitywna, ale działa. Jeśli słuchawka kosztuje 2500 funtów, to słuchawka za 250 funtów musi być gorsza. Dlatego właśnie ludzie nie porównują – porównanie by wszystko zburzyło.

    Po drugie, potrzeba wyróżnienia: audiophile to klub elitarny. Jeśli kupiłeś słuchawki za 2500 funtów, jesteś w elicie. Nie możesz teraz przyznać, że brzmią nieprzyjemnie – to by oznaczało, że wyrzuciłeś pieniądze. Musisz wierzyć, że to najlepsze słuchawki. Dlatego branża tworzy słownik, w którym „ostre” brzmi jak „analityczne”, a „nieprzyjemne” brzmi jak „focused”.

    Po trzecie, brak przejrzystości: branża celowo unika liczb, pomiarów, testów powtarzalnych. Dlaczego? Bo w momencie, kiedy zaprowadzimy rygor naukowy, okazuje się, że połowa tego gówna to placebo. Dlatego wszystko opisuje się w przenośniach, metaforach i magicznych słowach.

    Czemu To Wszystko Jest Tragiczne?

    Nie dlatego, że ludzie wydają pieniądze na rzeczy, które im się podobają – to jest oczywiście ich prawo. Tragiczne jest to, że branża hi-fi–end audio z premedytacją wykorzystuje luki w ludzkiej psychologii, żeby sprzedawać zmyślone produkty do zmyślonych problemów.

    Kiedy Chord mówi, że potrzebujesz uziemienia za tysiąc funtów, a Ty to kupujesz, wcale nie słuchasz lepiej. Ale czujesz się lepiej – i to jest dokładnie to, co się sprzedaje. Czucie, nie dźwięk.

    Grado mówi Ci, że słuchawki mają być „ostre” i „analityczne” – czyli słowa, które maskują to, że nie brzmią przyjemnie – a Ty to kupujesz, bo wierzysz, że to znak dobrego gustu.

    Bang & Olufsen sprzedaje Ci swoje stare produkty pod nową marką jako „sustainable choice” – a Ty czujesz się lepszy, bo wspierasz planetę, zamiast spojrzeć na to, co faktycznie robisz: płacisz prawie za nową cenę, żeby mieć używane.

    Wyrok

    Branża hi-fi–end audio to świat, w którym głupota rządzi szachownicą. Nie głupota kupujących – oni po prostu szukają piękna, i to jest w porządku. Głupota systemu, który celowo wykorzystuje to szukanie do zarabiania na wierze zamiast na prawdzie.

    Dopóki będziemy kupować rozwiązania bez pomiarów, akceptować recenzje bez liczb i płacić apokaliptyczne sumy za rzeczy, które brzmią dziwnie – dopóty branża będzie nam to sprzedawać.

    I co najśmieszniejsze? Będziemy się czuć dobrze z tą transakcją. Dlatego że kuliśmy to. Bo to musiało być dobre – przecież zapłaciliśmy tyle pieniędzy.


    To nie jest artykuł dla hejterów. To jest artykuł dla każdego, kto kiedyś stał w sklepie z tymi zabawkami i zastanawiał się, dlaczego droga rzecz brzmi dokładnie tak samo jak tania albo gorzej. No to teraz wiesz…