Opowieść przy kominku o tym, jak „dumna” niemiecka „marka” wmawia Polakom, że lampy elektronowe za 30 cebulionów to szczyt marzeń w audio.
Zima, za chwilę grudzień, czas świąt i… refleksji nad tym, jak bardzo można naciągnąć człowieka w branży audio. A że temat jest gorący jak grzejnik w mroźny dzień, postanowiłem przyjrzeć się bliżej pewnej „dumnej” niemieckiej marce o nazwie Vincent, która z niesamowitą swadą sprzedaje Polakom elektroniczne cuda za kwoty, które spokojnie wystarczyłyby na przyzwoitego Mercedesa klasy C.
Zanim jednak przejdziemy do sedna sprawy, mała uwaga dla osób wrażliwych: ten tekst może wywołać uczucie wstydu u właścicieli wzmacniaczy Vincent. Ale spokojnie, każdy ma prawo do pomyłek, nawet tych za dwadzieścia tysięcy złotych.
(więcej…)