Posłuchajcie tego. Kilka dni temu facet o nicku Dyl Os zadał sobie pytanie. Proste pytanie. „Mam wzmacniacz 2x125W, kolumny 200W. Czy to wystarczy?” I z tego prostego pytania wybuchła jedna z największych bzdur, jakie kiedykolwiek słyszałem w świecie elektroniki.

…i wszyscy go okłamali.
Nie robi tego celowo, oczywiście. Robią to, bo sami są ofiarami tej samej historii, którą każdy nam opowiada od dziesiątek lat. Historia, w której liczby oznaczają rzeczywistość, ale nie bierze się ich pod uwage, bo nikt nie rozumie… Historia, która jest kompletnym bzdetem.
Bo słuchajcie – gdy chłop mówi 125W, to co dokładnie to oznacza?
Otóż… to zależy. Jeśli jesteś (tfu) Niemcem, albo nie daj borze zamieszkujesz byłą Generalną Gubernię, 125W to dokładnie tyle, ile się komuś obiecało. Moc ciągła, to 0,05% zniekształceń, cztery ohmy, temperatura pokojowa. To jest jak akt notarialny w postaci liczby. DIN 45500 mówi: tak będzie, albo przyjdę do ciebie i odbiorę ci sprzęt, bo nie spełnia normy.
Ale jeśli jesteś Yankesem – och, bądź bardziej liberalny w interpretacji prawa. 125W? To może być 125W, ale przy innych warunkach. Może to być 125W piku, zamiast ciągłego naparzania. Może to być dla 125W jednego kanału, zamiast obu. Może to być 125W, które udało im się zmierzyć fartem wtedy, gdy procedury testowe były napisane przez faceta w kawiarni o północy.
A jeśli jesteś Azjatą – zapomnij. 125W to liczba, którą ktoś wymyślił, bo brzmi dobrze. Może to być równie dobrze 90W. Może to być 150W. Zależy od nastroju, od pogody, od tego, czy tego dnia pracownik fabryki wysrał się wystarczająco.
To jest pierwsza prawda, którą nikt wam mówi: te liczby to nie są fakty. To są opowieści w dzisiejszym świecie.
Teraz – kolumny. 200W. Ten facet co pyta – każdy facet – myśli, że kolumna o mocy 200W to taka, która gra głośno, jak samochód który ma moc. Kuźwa, jak to jest tak daleko od prawdy, że będzie to ciężko opisać, a jeszcze gorzej zrozumieć – także skupcie się chłopy, bo to są ważne rzeczy.
200W nasmarowane kolumnie to maksymalna moc, którą może w sobie pomieścić bez stopienia się wewnątrz. To jak powiedzieć, że twój dach może wytrzymać trzy tony śniegu. To nie oznacza, że chcesz na nim przechowywać w nieskończoność trzy tony śniegu. To oznacza, że możesz mieć trzy tony śniegu, i nie zawali się ci dom… od razu…
Ale tutaj przychodzi w sukurs norma DIN i mówi coś całkiem odmiennego. Mówi o SPL – o głośności, którą kolumna wydaje na świat. Ale – i to jest ważne, bo tego nikt nie mówi – SPL mierzysz w jakiej odległości? Jeden metr? Dwa metry? W szopie? Na stadionie? W dupie?
A na to przychodzą Amerykanie i mówią: „Wiesz co, nam się to nie podoba, my będziemy mierzyć to inaczej”. I zaczynają mierzyć impedancję przy różnych częstotliwościach, bo wiedzą (a my nie), że impedancja się zmienia jak żywa istota.
A potem przychodzą Japończycy i mówią: „Zapomnijcie o tym wszystkim, my napiszemy po prostu 200W i będziemy czekać, co się stanie”.
To jest drugie kłamstwo: te liczby to wcale nie opisują tego samego. Zwariowałeś właśnie? To znaczy, że czytasz i chcesz zrozumieć sedno.
Mateusz – ten facet, który powiedział, że słaby wzmacniacz niszczy kolumny – ma rację. Ale nie dla powodów, o których wszyscy myślą.
Przesterowany słaby wzmacniacz niszczy. Czym on jest? To wzmacniacz, który pracuje na granicy swoich możliwości i zaczyna „obcinać” fale. To znaczy, że zamiast gładkiej sinusoidy, dostajesz w paczki coś, co wygląda jak fala przycięta testerem fal albo norzyczkiem. I kolumna tego nie lubi, bo te nienaturalne odcięcia – to jest prąd stały a ty chcesz mieć zmienny…
To jest prawda.
Ale tutaj Krzysztof – ten typ, który powiedział „Od razu widać, że nie masz pojęcia o audio” – pokazał nam dokładnie, dlaczego każdy zna się na audio i nikt nie rozumie nic.
Krzysztof nie wyjaśnił nic. Krzysztof po prostu pokazał muskuł swojej pewności siebie. To jest to, co my robimy – my faceci – gdy czegoś nie potrafimy wyjaśnić. Mówimy: „Ty nic nie wiesz”, zamiast: „Pozwól, że ci wyjaśnię” i potem wkładamy głowę w dupę.
Słuchajcie…
Impedancja. To słowo pada w każdej dyskusji o audio i ani jeden (może na dziesięciu) nie rozumie prawa jakie tym rządzi od zawsze. Cztery Ohmy. Osiem Ohmów. Szesnaście… Brzmi jak numeracja jakichś pokoi w motelu, ale nie bez powodu to napisałem z DUŻEJ litery szanowni panowie…
To jest rzeczywistość, bo gdy mówisz „wzmacniacz 2x125W przy 4 ohmach”, to oznacza, że wzmacniacz, przy najmniejszym oporze (czytaj: najcięższej dla niego pracy), wydaje 125W. Przy 8 ohmach – może już wydawać „tyko” 2x80W. Może mniej. Zależy od tego, jak dobry jest zasilacz.
A impedancja kolumny?
– och, to jest piękne, bo impedancja kolumny się zmienia z częstotliwością. Na dołach może być 2 ohmy, a na górze 8 ohm i co zrobisz? To nie jest liczba. To jest krew elektroakustyki.
Producent pisze na kolumnie „4 ohmy nominalne”, bo wie, że wtedy wygląda potężniej na papierze. To jest pół-kłamstwo, które wszyscy robimy, bo cała branża się na tym ugadała.
Dyl Os nigdy się nie dowie, że jego kolumny, które mają napisane 4 ohmy, rzeczywiście mogą iść do 2,6 ohma na niskich. A jego wzmacniacz – nieznany mi model – może, ale nie musi, być zdolny do pracy na 2 ohmach bez grania na „zwarciu” i bez generowania tzw. „kwadratów”.
To jest ta trzecia prawda, o której nikt nie chce mówić: nikt nie wie, co dokładnie kupił i co czym steruje.
Teraz – tutaj wchodzą kontynenty i różne percepcje rzeczywistości.
W Europie mamy DIN. DIN to nazistowski perfekcjonizm w postaci specyfikacji. Gdy kolumna ma 200W wg normy DIN, to JEST KONKRET jak nazistowski bunkier. Możesz to sprawdzić organoleptycznie. To jest uczciwość odlana w betonie.
W USA dają FTC – Federal Trade Commission. Czytaj: że fedelalna, ale „trade” i „commision” – czyli masz komisję handlarzyn, ale za to federalną – klękajcie narody xD.
Jasne, że każdy producent miał swoje pomysły na życie. Niektórzy mierzyli „peak”, inni RMS, niektórzy po prostu rzucali liczbę na ścianę i patrzyli, co siądzie w świadomości. To doprowadziło do tego, że 'american specs’ to jest gra w monopoly – wygrywa ten, kto ma się odwagę powiedzieć największą liczbę żeby pozwy go nie zabiły.
W Japonii mają JEITA. Ale JEITA to jest bardziej sugestia niż prawo. To jest jak powiedzenie komuś: „Może powinieneś być uczciwy”, a potem liczysz na jego dobrą wolę, bo sąd Cie i tak nie zrówna ziemią jak w USA.
Dyl Os dostał miks. Jego wzmacniacz – nie wiem czy europejski czy nie – jego kolumny – z której części świata pochodzą? Nikt mu tego nie powiedział co czytasz. A to oznacza, że nikt nie może mu pomóc. Czy to wystarczy żeby zrozumiał ocb nawet jak mu napiszę otwartym tekstem, że dał się okłamać?
Słuchajcie, moim zdaniem – i to jest moja osobista opinia – Dyl Os będzie w porządku zawsze ze swoim pytaniem.
Jego wzmacniacz 2x125W przy 4 ohmach to w rzeczywistości może 2×100 w praktyce. To jest wystarczające dla 200W kolumn, jeśli nie będzie robił imprez w salonie. Jeśli będzie słuchał normalnie – a powiedział, że nie słucha głośno – to będzie git.
Ale tutaj jest haczyk: nikt tego nie sprawdzi bez rzeczywistego testu. Bez oscyloskopu. Bez pomiarów. Bez rozumienia dokładnie, jakie normy były użyte do wyliczenia tych liczb.
Jeśli chciałby być pewny – w przynajmniej kilku procentach pewny – to kupiłby wzmacniacz 2x250W przynajmniej z tego samego kraju. Wtedy wszystko byłoby zmierzone tą samą normą, i byłbyś bezpieczny.
Ale to by kosztowało więcej…
I to jest czwarta prawda: wszyscy wiemy, jak to zrobić dobrze. Nikt tego nie robi, bo to wymaga więcej kasy.
Tutaj Paweł powiedział jedyną naprawdę ważną rzecz w całej dyskusji.
To jest prawda godna zapamiętania.
Bo tu właśnie jest punkt – nieważne co ci powiem o impedancji, normach czy kontynentach. Ważne jest to, że jeśli będziesz włączał volume na maksimum, a twój wzmacniacz zacznie obcinać sinus – to będziesz miał problem. Nie geometryczny. Nie elektryczny. Fizyczny – czyt. zniszczone granie a w ekstremalnych przypadkach zniszczone głośniki.
Ale jeśli będziesz słuchał normalnie – co Dyl Os niby robi – to tego nie będzie.
To jest jedynym faktem, na którym możemy się oprzeć.
Panowie, słuchajcie mnie teraz, bo to jest ważne.
Cały świat audio to jest gra w króla nowych szat. Wszyscy udają, że wiedzą, co mówią, ale nikt nie wie, bo liczby pochodzą z siedmiu różnych krajów i każdy kraj grał po swoim. Normy się zderzają, specyfikacje się kłócą, a my wszyscy siedzimy w dupioe świata i myślimy, że rozumiemy, bo ktoś powiedział nam słowo „impedancja” które trzeba zrozumieć żeby żyć.
Dyl Os zadał pytanie, którego odpowiedź brzmi: „To zależy…”.
Ale będzie w porządku. Bo jego kolumny nie będą się śpiewać, jego wzmacniacz nie będzie explodować, i będzie słuchał muzyki, bo tak ten cały szajs jest zaprojektowany.
To jest złe, ale wystarczające.
A reszta to tylko bzdury, które faceci mówią sobie nawzajem, by czuć się lepiej, że jednak wiedzą coś więcej…